Jest to zawsze pierwsze zadawane mi pytanie, gdy mówię komuś, że ćwiczę sztuki walki. “Czy kiedykolwiek musiałeś z tego korzystać?” Jestem właściwie pewien, że ludzie ci mają dobre intencje, lecz zdaje mi się, że chcą tylko zrobić wrażenie zainteresowanych, nie widzą niestosowności w tak postawionym pytaniu, Dla wielu ludzi sztuki walki są narzędziem, które można przytwierdzić do pasa i użyć w razie jakichś problemów.

Jestem trochę zakłopotany, gdy spotykam się z takimi opiniami o sztukach walki. Każdy szanujący się ćwiczący, obojętne, jaki styl wybrał, wie, że to jest jego droga życia. Wykonujemy ćwiczenia oddechowe podczas jazdy pociągiem, przechodzimy przez stopnie duchowego rozwoju podobnie, jak profesorowie przez swoje egzaminy, albo też siadamy na podłodze, obserwując naprężającego się kota. Dla wielu z nas sztuki walki to nie tylko ich fizyczny aspekt – aerobic czy taniec całkowicie wystarczą, gdy tylko tego szukamy – lecz przede wszystkim strategia walki oraz wartości intelektualne i duchowe. Nie powinniśmy pozwalać na zbyt wąskie kategoryzowanie nas przez ludzi, którzy nie wiedzą, o co w tym wszystkim chodzi. Aby zmienić tę sytuację, musimy oczywiście najpierw poznać przyczyny tego stanu rzeczy. Ten artykuł jest próbą przedstawienia przykładu tego, co jak sądzę jest źródłem błędnych ocen naszego stylu życia. Dla olbrzymiej rzeszy ludzi pierwsze zetknięcie się z Kung Fu następuje poprzez TV lub kino. Pamiętam jeszcze stary film telewizyjny “Kung Fu’, był jednym z moich ulubionych, gdy byłem dzieciakiem. Muszę przyznać, że mocnym punktem tego filmu były nie walki, które rozpracowaliśmy z kolegami już następnego dnia, ale niemal quasi-mistyczna moralność. Obserwując klasy dzieciaków w YMAA, cały czas dochodzę do wniosku, że ten typ zachowania jest nadal aktualny. Nie mogę zaprzeczyć że jest to sztuka walki.

Kontrolowanie agresji i groźba użycia siły jest centralną częścią naszego życia i to jest najczęściej zauważane przez ludzi, kiedy nas oceniają. Samodyscyplina prowadząca do moralności odróżnia nas jednak od innych form zoganizowanej siły, takiej jak piłka nożna czy zapasy. Po pierwsze uczymy rozpoznawania potencjalnego zagrożenia, zanim ono nastąpi, a także traktowania innych z pokorą i szacunkiem. Poważni wojownicy, na których napotykałem się podczas mojej nauki, mieli jeszcze dużo do przyswojenia i nie szukali nierozważnie walki. Natomiast właściwie bez wyjątku byli oni pełni godności, wychowywali jednostki, które nieustannie dążyły do samodoskonalenia się w każdy możliwy sposób. Ich postępowanie opierało się na etyce wude, na kodeksie etycznym sztuk walki, nigdy zaś nie brało się z poczucia samouwielbienia. Są dowodem na to, jak głęboko sztuki walki mogą zmienić życie, prowadząc do przeniesienia pozytywnej mocy na wszelkie możliwe pola działania. Te wszystkie zalety nakazują wręcz udostępniać sztuki walki dużej liczbie chętnych, musimy jednak wpoić ćwiczącym pewne zasady, kierując ich ku rozwojowi. Powinniśmy dążyć do wychowania w pierwszej kolejności siebie, potem dopiero szerokich rzesz ludzi. Miyomoto Musashi napisał kiedyś, że wojownik powinien zapoznać się z każdym stylem, powinna zrozumieć i rozwinąć wszystko. Ucząc się więc przychdzimy do innych zawsze jako uczniowie, a nie jako aroganci. Jest to jedna z najprostszych metod przebicia się przez stereotypy, jakie Hollywood i czołowe środki masowego przekazu budują na nasz temat. Jeśli uczysz się w szkole, zostań tam, jeśli ją opuściłeś, wróć lub też przynajmniej zdobądź takie wykształcenie, jakie tylko możesz. Oczywiście czytaj książki, każdy rodzaj książek bez względu na to kim jesteś lub czym się zajmujesz. Głód wiedzy nie tylko cię wzbogaci, lecz także podniesie twój poziom w oczach świata. Dlatego też gdy ktoś następnym razem cię zapyta, czy kiedykolwiek musiałeś użyć ćwiczonego stylu, możesz mu wyjaśnić, że tego, co trenujesz, nie używasz czysto zewnętrznie, jak klucza rowerowego, czy śrubokrętu, lecz twój styl istnieje bardzo głęboko w tobie, więc w tym rozumieniu właściwie nie pamiętasz, kiedy go nie używałeś.